Rafał Pośpiech: Jestem dumny z Olsztyna

raf

Ponad 20 tys. ludzi przewinęło się przez plażę miejską w samą tylko sobotę. To liczba, która daje sporo do myślenia – mówi Rafał Pośpiech, dyrektor turnieju siatkówki plażowej Grand Slam Olsztyn 2015. W tym roku impreza po raz pierwszy odbyła się w stolicy Warmii i Mazur. Przez sześć dni (25-30 sierpnia) na piaszczystych boiskach Centrum Rekreacyjno-Sportowego „Ukiel” o największe laury rywalizowali najlepsi siatkarze i siatkarki plażowi na świecie. Dla Olsztyna był to debiut w roli organizatora tej prestiżowej imprezy i wiele osób zastanawiało się, czy stolica Warmii i Mazur podoła temu zadaniu.
Mateusz Lewandowski: Przygotowania do każdej kolejnej edycji turnieju World Tour, który przez minione 11 lat odbywał się w Starych Jabłonkach, rozpoczynały się zaraz po zakończeniu poprzedniej. Olsztyn miał na to raptem siedem miesięcy…

Rafał Pośpiech, dyrektor Warmia Mazury Grand Slam Olsztyn 2015: – Czasu było bardzo mało. Początkowo nikt nie wierzył w Olsztyn oraz Ośrodek Sportu i Rekreacji, który wcześniej przecież zorganizował wiele fajnych imprez. Tu okazało się, że siłami tych ludzi i Polskiego Związku Piłki Siatkowej to się udało. Nie chciałbym jednak popadać w hurraoptymizm, bo mam kilka uwag do siebie na temat tego co można poprawić. Jestem nawet zdecydowany, by kilka rzeczy zmienić. Nie wszystko dało się przewidzieć w stu procentach. Najważniejsze, że w opinii zawodników odnieśliśmy sukces. Podobało im się wszystko – od warunków zakwaterowania, przez infrastrukturę plaży miejskiej w Olsztynie, po ułożenie boisk z widokiem na Jezioro Krzywe. To jest turniej porównywalny z najbogatszymi zawodami na świecie, które odbywają się w Klagenfurcie. Jeśli zawodnicy sami mówią, że blisko nam do tej czołówki, to jestem dumny z Olsztyna.

Atmosferę turnieju zawsze nakręcają wyniki sportowe reprezentantów Polski. Pod tym względem zawody w stolicy Warmii i Mazur były historyczne. Spodziewał się pan medalu naszej żeńskiej pary?

– Mam 40 lat na karku, a po wygranym przez Polki spotkaniu [w meczu o brąz pokonały Holenderki Sophie van Gestel/Jantine van der Vlist 2:0 – red.] z oczu popłynęły mi łzy. Oglądałem ten mecz w telewizji, ponieważ w tym samym czasie opracowywałem ceremonię zakończenia turnieju kobiet. Kinga Kołosińska z Moniką Brzostek pokazały, że czują się tutaj dobrze. Trzymaliśmy kciuki, by również turniej do udanych zaliczyły pary męskie. Zabrakło im jednak trochę szczęścia [najwyżej, na 5. miejscu, był duet Bartosz Łosiak/Piotr Kantor – red.]. Wiele osób pyta mnie, czym ta impreza różni się od tej znanej ze Starych Jabłonek. Uważam, że oba podmioty organizacyjne sobie poradziły. Bywam na różnych turniejach na całym świecie i tutaj po raz pierwszy w historii podczas spotkań kwalifikacyjnych trybuny były zapełnione w 75 procentach. To znaczy, że jest to właściwe miejsce do rozgrywania siatkówki plażowej. Według mnie ta dyscyplina powinna się nawet przenieść w bardziej popularne miejsca – place czy rynki wielkich miast. Podczas mistrzostw świata, które w tym roku odbywały się w Holandii, postawiono stadiony w samych centrach aglomeracji. Po co? By pokazać ludziom, którzy nie znają tego sportu, na czym on polega.

Siatkarze bardzo pozytywnie wypowiadali się o udogodnieniach, jakie organizatorzy przygotowali im podczas Grand Slam Olsztyn. Podobno takich warunków nie mają nigdzie indziej?

– Było tego naprawdę sporo. Wystarczy, że wymienię łódź motorową wożącą ich do hotelu i na miejsce zawodów czy wanny z lodem do regeneracji organizmu. Ciekawie wyglądała także ich strefa do odpoczynku, gdzie przygotowaliśmy specjalną platformę pod brzozami. W sumie można by powiedzieć, że było wiele detali, o których na świecie się nie mówi. Dlatego wszyscy są pod dużym wrażeniem. Podczas niedzielnego lunchu zaczepiła nas delegacja ze Stanów Zjednoczonych. Spytali się, czy nie będziemy starali się o organizację mistrzostw świata w 2017 roku. To było dla mnie spore zaskoczenie. Nikt z nas nie wymaga przecież od nich, by na każdym kroku mówili o naszym turnieju same dobre rzeczy. Naturalnie, pytamy się ich o opinię oraz o to, co możemy jeszcze poprawić. Jeśli chodzi o mistrzostwa – z pewnością mielibyśmy dużo rzeczy do zrobienia.

Opinie kibiców, jak również zawodników są ważne, ale kluczowe jest także zdanie przedstawicieli międzynarodowej federacji siatkówki FIVB.

– Do Olsztyna przyjechało 10 osób, które nadzorują turniej z ramienia światowej centrali siatkówki. Na ich czele stoi Sara Seravalli, która była również supervisorem w Starych Jabłonkach. Mieliśmy obawy, że będzie porównywała obie imprezy. Federacja zawierzyła mi jednak na tyle, bym mógł spróbować po raz pierwszy organizacji tak dużego przedsięwzięcia. Oczywiście dużo z nimi rozmawialiśmy. Wskazywali nam detale, które musimy poprawić. Dali się jednak też namówić na wiele ciekawych i nowych rozwiązań.

Macie już plany na następny rok?

– W mojej głowie jest już kilka pomysłów. Z pewnością chciałbym, aby na trybunach mogło zasiąść więcej osób [teraz główny stadion miał 4 tys. miejsc, a mniejszy 995 krzesełek – red.]. Mam parę kosmetycznych uwag, które z całą pewnością zostaną wcielone w życie. Ponad 20 tys. ludzi przewinęło się przez plażę miejską w samą tylko sobotę. To liczba, która daje sporo do myślenia. Dokładne wyniki badań będzie miał OSiR i mam nadzieję, że je również otrzymamy. Chcemy również sprawdzić, jakie były reakcje wśród zagranicznych kibiców. Jestem po wstępnych rozmowach z władzami miasta oraz województwa i są oni pod dużym wrażeniem. Jeśli miasto powie „tak”, to nie wyobrażam sobie, by za rok impreza nie odbyła się ponownie w Olsztynie.

 

źródło: http://www.olsztyn.sport.pl/