W turnieju siatkarek wystartowały kwalifikacje

IMG_0664

Od porażki polskiej pary Agata Trybuła/Monika Gorzka rozpoczęły się kwalifikacje do turnieju głównego FIVB Beach Volleyball World Tour Warmia Mazury Grand Slam Olsztyn 2016. Lepsze od biało-czerwonych okazały się reprezentantki Czech. W drugim spotkaniu Agnieszka Wołoszyn i Aleksandra Zdon przegrały z Ukrainkami. W I rundzie eliminacji zwycięstwo odniósł team Adamek/Gruszczyńska, ale już w kolejnym etapie musiał uznać wyższość rywalek z Brazylii.

Polki rozpoczęły pojedynek bardzo dobrze – skuteczna zagrywka Trybuły pozwoliła im wypracować trzypunktowe prowadzenie. Reprezentantki Czech po kilku akcjach również wstrzeliły się zagrywką i po trzech punktach zdobytych tym elementem i kolejnych skutecznych uderzeniach prowadziły 10:5. Gra polskiego duetu zupełnie nie układała się, a jego pojedyncze udane akcje nie były w stanie bardzo zagrozić rywalkom, reprezentantki naszego kraju popełniały sporo błędów (9:14). Im bliżej końca tym znowu coraz mocniej zza linii końcowej zaczęły naciskać Czeszki (19:11), a biało-czerwone nie radziły sobie w przyjęciu, przegrywając w secie do 16.

Dużo bardziej zacięty był początek kolejnej odsłony i choć dwójka z Czech próbowała zbudować przewagę, m.in dobrą zagrywką, to jednak popełniała też sporo błędów, a wynik oscylował wokół remisu. Od stanu 7:7 to Polkom jednak przydarzyły się pomyłki i rywalki prowadziły 9:7. Po przerwie technicznej skuteczne akcje na siatce Czeszek zwiększyły przewagę i sytuacja biało-czerwonych była coraz cięższa (9:14). Już do ostatniego gwizdka rywalki nie spuściły z tonu i nawet dwie wygrane przez Polki akcje i błąd Czeszek w ostatnich chwilach seta nic nie dały. Rywalki wygrały w spotkaniu, mimo że same nie grały najlepszej siatkówki.

Czeszki zaskoczyły nas łatwością swojej gry. Mogłyśmy więcej zagrać, po prostu przestraszyłyśmy się turnieju tak wysokiej rangi. Nie uwierzyłyśmy w to, że może być jak na zwykłym turnieju w Polsce, a tak było – powiedziała po spotkaniu Agata Trybuła. – Popełniłyśmy dużo błędów własnych przed wszystkim, bo Czeszki nie zaskakiwały jakąś super grą, która by nas jakoś specjalnie zaskoczyła. Po prostu my nie wytrzymałyśmy presji – dodała Monika Gorzka.

W swojej grze zmieniłybyśmy przyjęcie, powinnyśmy być bardziej pewne siebie. Elementy techniczne również byśmy zmieniły, poszczególne zagrania. W naszej grze było dużo błędów własnych, np. piłki w aut czy w siatkę – oceniła Trybuła. – Przyjęcie na pewno było do poprawy. Kwestie czysto taktyczne zrobiłyśmy, tak jak sobie założyłyśmy – stwierdziła Gorzka.

Tresnakova/Dostalova CZE [17] – Trybuła/Gorzka POL [16] 2:0
(21:16, 21:16)

Kolejne polskie starcie od początku nie układało się po myśli Wołoszyn i Zdon. Reprezentantki naszego kraju nie potrafiły poradzić sobie ze skutecznie grającymi w ataku rywalkami z Ukrainy. Te od samego początku przewodziły grze (8:4), powiększając prowadzenie kolejnymi zbiciami, prezentując pełen wachlarz zagrań (16:9). Polki miały problemy z przyjęciem, a następnie z wyprowadzeniem skutecznego ataku. Swoich szans nie traciły Ukrainki i po asie serwisowym miały piłkę setową (20:11). Partię od razu zakończył błąd Wołoszyn.

Pierwsze akcje kolejnej odsłony także należały do przeciwniczek, a polski duet walczył nie tylko z nimi, ale także z własną grą (1:5, 2:8). Polki poprosiły o przerwę, ale nie wpłynęła ona na poczynania duetu. Wołoszyn i Zdon dobre akcje przeplatały dużą liczbą nieudanych zagrań. Ukrainki solidną grą w ataku utrzymywały poziom i prowadzenie (16:5). Zupełnie nieudana końcówka w wykonaniu biało-czerwonych przyśpieszyła koniec meczu, a reprezentantki Ukrainy wygrały tę partię o 7.

Nie czułyśmy presji tak dużego turnieju, jakim jest Grand Slam. W swojej grze poprawiłybyśmy wszystko. Tak naprawdę wiemy na czym stoimy – powiedziała po spotkaniu Aleksandra Zdon. – Ciężko się zebrać po hali i dwa tygodnie trenując na piasku, zagrać mistrzostwa na plaży. Potrzebujemy trochę czasu – skwitowała Agnieszka Wołoszyn.

Wołoszyn/Zdon POL [19] – Makhno, In./Makhno, Ir. UKR [14] 0:2
(11:21, 7:21)

Dużo lepsze nastroje towarzyszyły zmaganiom kolejnej polskiej pary Adamek/Gruszczyńska. Reprezentantki naszego kraju rozpoczęły spotkanie z duetem z Republiki Południowej Afryki bardzo dobrze, a świetne zagrywki i skuteczne kontry złożyły się na rosnące szybko prowadzenie (6:1, 11:2). Rywalki poprosiły o przerwę, a po niej zaczęły odrabiać straty – po autowych zagraniach Polek i punktującej  zagrywce Sittig dystans wynosił sześć punktów (5:11). Był to jednak tylko chwilowy przestój biało-czerwonych, bowiem po chwili prowadziły one już 16:6. Boisko należało do polskiego teamu, który pewną grą zmierzał do wygranej w secie.

Sporo punktów w kolejnej odsłonie Polki otrzymały w prezencie od przeciwniczek, które popełniały bardzo dużą liczbę błędów (7:1). Biało-czerwone co jakiś czas punktowały też zagrywką i blokiem, uciekając z wynikiem (10:2). Chwila dekoncentracji kosztowała Polki trzy punkty, ale i tak ich przewaga była niezagrożona (13:6, 19:10). Rywalizację w tym spotkaniu reprezentantki Polski zamknęły świetną kontrą.

Zrobiłyśmy trochę błędów, ale na szczęście przeciwnik pozwolił nam te błędy popełniać. Jesteśmy zadowolone z wygranej, a najważniejsze jest to, że się nie rozproszyłyśmy, że nie pozwoliłyśmy im się rozegrać. Przeglądałyśmy poprzednie wyniki tej pary i wiedziałyśmy, że przegrywały już w setach do pięciu, do siedmiu. Nie jest to para z najwyższej półki, ale nie należy nikogo lekceważyć – podsumowała Natalia Gruszczyńska.

Pierangeli/Sittig RSA [15] – Adamek/Gruszczyńska POL [18] 0:2
(10:21, 10:21)


II runda:

Żadnej z trzech polskich par występujących w kwalifikacjach do turnieju głównego FIVB Beach Volleyball World Tour Warmia Mazury Grand Slam Olsztyn 2016 nie udało się odnieść sukcesu. Najbliżej main draw były Agnieszka Adamek i Natalia Gruszczyńska, ale w drugiej rundzie odpadły, po porażce z Brazylijkami Maria Antonelli/Lili.

Więcej precyzji w zagraniach pozwoliło brazylijskiej parze wypracować sobie już na początku spotkania znaczne prowadzenie 6:1. Bardzo widoczne było boiskowe ogranie i doświadczenie rywalek, zwłaszcza w akcjach na siatce. Dobre akcje w ataku Brazylijki przeplatały punktującymi uderzeniami z pola zagrywki i w niedługim czasie wypracowały dziewięć punktów przewagi (14:5). Gruszczyńska i Adamek nie potrafiły znaleźć sposobu na skutecznie grające przeciwniczki, a te punktowały raz za razem, wykorzystując podbite piłki (17:7, 21:9).

Bardzo podobnie rozpoczął się kolejny set, a dwójka z Ameryki Południowej od początku budowała swoją przewagę skutecznymi kontrami, a także blokiem (6:1). Biało-czerwone miały coraz większe problemy ze skończeniem swoich akcji, a to od razu wykorzystywał duet Maria Antonelli/Lili. Gdy doszły do tego błędy polskiej pary, prowadzenie Brazylijek szybko urosło (9:3, 17:5). Już do końca spotkania obie pary grały pod przewodnictwem „kanarkowych”, a po bloku na Adamek rywalki miały piłkę meczową, kończąc seta wygraną do 6.

W tym turnieju chciałyśmy pokazać się z dobrej strony, spróbować gry z takim przeciwnikiem. Dla nas to jedna z nielicznych okazji zagrać z kimś takim. Uważam, że mogłyśmy pokazać trochę więcej, natomiast stres również zrobił swoje – bardziej denerwowałyśmy się grając z Brazylijkami niż z przeciwniczkami z RPA. Potrzebowałyśmy trochę szczęścia, ryzykowałyśmy, bo nie miałyśmy nic do stracenia. Miałyśmy nadzieję, że grając ryzykownie, może się udać. Każdy punkt był ważny. Żeby poprawić naszą grę, musimy więcej się starać i grać razem, bo nie trenujemy ze sobą długo. Dogadujemy się bardzo dobrze, aczkolwiek brakuje wzajemnych podpowiedzi, uwag. Natomiast na boisku musimy bardziej dograć sprawy techniczne – podsumowała występ Natalia Gruszczyńska.

Adamek/Gruszczyńska POL [18] – Maria Antonelli/Lili BRA [2] 0:2
(9:21, 6:21)